Czy w Polsce są zamki w których straszy?

Polskie zamki i twierdze wzbudzają zachwyt nie tylko architekturą, ale przede wszystkim wiążącą się z nimi historią. Dotyczące ich legendy i podania są wciąż żywe i pobudzają wyobraźnię do działania. Mroczne korytarze, kręte schodki prowadzące do wież, zwodzone mosty, warownie i lochy przenoszą nas w inny świat. A w niektórych polskich zamkach wieje prawdziwą grozą – po zmroku z zakamarków wyłaniają się przeróżne zjawy, a od ścian odbija się echo mrożących krew w żyłach odgłosów. Wbrew pozorom to nie Biała Dama budzi największą grozę – znacznie straszniejsze jest spotkanie z rycerzami bez głów czy łańcuckim diabłem. Kto ma ochotę na zwiedzanie z ciarkami na plecach, koniecznie powinien wybrać się do jednego z nawiedzonych zamków.

Ogrodzieniec 

Położony na wzgórzach pośród wapiennych skał Jury Krakowsko-Częstochowskiej zamek pozwala popuścić wodze fantazji. Zwłaszcza, że w kamiennej twierdzy straszy ponoć olbrzymi czarny pies – według legendy taką postać przybrał po śmierci okrutny kasztelan krakowski – Stanisław Warszycki. Mężczyzna bardzo źle traktował wszystkich dookoła, zarówno służbę, jak i liczne żony (jedną kazał ponoć zamurować w ścianie i wysadzić), a nawet dzieci, dla których był niezwykle skąpy. Słynny Czarny Pies z Ogrodzieńca do dziś pojawia się nocą na zamku – według legendy to sam kasztelan pilnuje ukrytego skarbu. Zjawę widać też czasem (i słychać, ponieważ ciągnie za sobą łańcuch) na ulicach samego Ogrodzieńca – jej czerwone, płonące ślepia potrafią przerazić nawet największych śmiałków…

Pieskowa Skała 

Niezwykle urokliwy zamek położony na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego skrywa w sobie mroczny sekret. Gdy tylko wybije północ, z komnat i korytarzy dobiegają dźwięki, które mrożą krew w żyłach – jęki, płacz i odgłosy bitew. Ponoć czasem na zamku można też dostrzec postać w ciemnej pelerynie. Uważa się, że to duch Krzysztofa Szafrańca – wyrodnego szlachcica, który zamiast bronić ojczyzny, rabował okoliczne wsie. Według legendy z pobliskiej skały skoczyła i zabiła się uciekająca przed gwałtem kobieta.

W zamku straszy też ponoć duch Dorotki – młodej dziewczyny, która nie chciała wyjść za mąż za ojca Krzysztofa Szafrańca. Po ucieczce zamknięto ją w baszcie, gdzie zmarła z głodu (przez pewien czas wdrapywał się do niej ukochany pies, który przynosił jej resztki jedzenia – stąd nazwa zamku).

Niedzica 

Ogromnym atutem zamku w Niedzicy jest jego położenie – urokliwe góry, Jezioro Czorsztyńskie i ruiny tamtejszego zamku stanowią niewątpliwą atrakcję całego rejonu. Tabliczka przed wejściem do twierdzy jednoznacznie ostrzega: „Uwaga Duchy!”, co tylko jeszcze chętniej skłania turystów do wizyty. Niektórzy z nich twierdzą, że faktycznie dostrzegli słynną Białą Damę – to duch księżniczki Brunhildy, która poślubiła księcia Bogusława. Małżeństwo stale się kłóciło i zadręczało mieszkańców zamku. W trakcie jednej z kłótni wściekły mąż wypchnął żonę z okna wieży. Brunhilda wpadła wprost do otwartej studni i utonęła. Od tej pory zdruzgotany Bogusław każdego dnia wołał do studni o przebaczenie, aż wkrótce je usłyszał: „Przebaczam ci, Bogusławie Łysy”. Mężczyzna pojął znaczenie słów dopiero następnego dnia, kiedy obudził się zupełnie łysy. Ponoć duch Brunhildy odziany w białe szaty do dziś przechadza się po ciemnym zamku, a ze studni dobiegają szepty księżniczki. Podania mówią też, że każdy mężczyzna, który nieszczerze wypowie do studni imię wybranki, następnego dnia wyłysieje.

Malbork

Twierdza wzniesiona przez zakon krzyżacki była rezydencją wielkich mistrzów. Przez wieki oblegały ją różne wojska (m.in. polskie, szwedzkie), a w trakcie II wojny światowej została w 60% zniszczona podczas walk Niemców z Armią Czerwoną. Zamek wielokrotnie był „świadkiem” dziejowej zawieruchy, krwawych walk i śmierci wielu rycerzy oraz żołnierzy. Pod koniec XX wieku został odbudowany i wzbudza zachwyt setek tysięcy osób, które odwiedzają go każdego roku. W korytarzach niosą się głuche odgłosy kroków oraz echo rozmów. Nic dziwnego, że w trakcie jego zwiedzania wyobraźnia podsuwa różnorodne wizje. Wiele osób uważa, że w zamku straszy, a po zmroku można w nim usłyszeć przerażające odgłosy. Ponoć przechadzają się po nim rycerze, którzy głowy trzymają pod pachami… Według legendy w każdą grudniową noc w okolicach zamku można też spotkać upiornego konia bez głowy, który straszył w podziemiach malborskiej twierdzy. A gdyby komuś było mało, to Muzeum Zamkowe od czasu do czasu urządza mroczne zwiedzanie i spotkania z duchami, w trakcie których obecność zjaw, zmarłych rycerzy i duchów jest gwarantowana.

Bobolice 

Malowniczo położony na wysokiej skale zamek w Bobolicach warto odwiedzić w trakcie zwiedzania Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Trzeba tylko uważać, żeby nie natknąć się w nim na szlochającą damę – zjawę hrabianki z Bobolic. Młoda dziewczyna została zmuszona do poślubienia o wiele starszego hrabiego. Doczekali się trzech synów, ale hrabia wkrótce potem zmarł. Wdowa miała odziedziczyć majątek tylko w przypadku śmierci wszystkich dzieci. Gdy dwóch synów zginęło w tragicznych okolicznościach, rodzina hrabiego obarczyła winą młodą wdowę i odebrała jej ostatniego syna. Kobieta z rozpaczy zmarła, a jej duch w czarnych szatach regularnie odwiedza bobolicki zamek.

Łańcut 

Przepiękna magnacka rezydencja otoczona bujnym ogrodem każdego roku przyciąga setki turystów. Mile widziani są także ci żądni wrażeń – ponoć w zamku straszy „Diabeł” – duch Stanisława Stadnickiego, nazywanego największym warchołem Rzeczpospolitej szlacheckiej. Magnat „zasłynął” wszczynaniem okolicznych wojen, paleniem wsi i torturowaniem pojmanych jeńców. Zgodnie z podaniami, potrafił zakopać człowieka żywcem albo obedrzeć go ze skóry. Nic dziwnego, że ludzie uznali, że zaprzedał duszę diabłu – stąd wziął się jego przydomek. Od kiedy zginął w potyczce, straszy na zamku, a także na ulicach Łańcuta, gdzie można dostrzec jego zjawę galopującą na koniu…